poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Weekend na rowerze

Witajcie
Długi weekend to najlepszy czas na dłuższe wyjazdy rowerowe. Ja planowałem ten wyjazd od roku. W końcu dogadałem z kuzynem termin, ogólnie ustaliliśmy trasę i zaczęło się. Pierwszym punktem było przygotowanie map i opisu tras przejazdów (dokładnie o tym na końcu wpisu), następnie przygotowanie sprzętu i organizmu do zwiększonego wysiłku fizycznego. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Opiszę wszystko z mojej strony od dnia przed wyruszeniem w trasę.

Czwartek (14.08.2014)
Wiadomo że jedziemy, trasa z grubsza ustalona, teraz już tylko przygotować do końca sprzęt i spakować się. Wydrukowałem mapy i opis trasy, następnie wyczyściłem i przesmarowałem łańcuch by w końcu wsiąść na rower i udać się dopompować koła i troszkę rozruszać mięśnie przed wyjazdem. Wszystko szło zgodnie z planem. Dopompowałem koła na stacji, następnie ruszyłem na krótką przejażdżkę przez Będzin, Łagiszę (również Będzin) na Pogorię III. Stąd ruszyłem do Dąbrowy Górniczej, by następnie udać się do domu przejeżdżając koło Auchan w Sosnowcu. Jechałem ulicą Komuny Paryskiej w dół, prędkość ok. 40 km/h, zbliżałem się do ronda więc zwolniłem do 20 km/h. Kierowcy przede mną zachciało się zatrzymać pomimo pustego ronda, ja nacisnąłem za mocno na hamulce i... poleciałem bokiem. Wypuściłem rower, a sam starałem się odlecieć na bok. Szczęśliwie u mnie kończyło się na obtarciach, rower w sumie też cały poza uszkodzonym pedałem (na szczęście dało się jechać, tylko kawałek się ułamał). Wróciłem do domu, opatrzyłem rany spakowałem niezbędne do podróży rzeczy.


Piątek (15.08.2014)
Pobudka o 5.00, kawa, śniadanie, dopakowanie płynów i pół godziny później jestem już na trasie. Pierwszy etap to dojazd do Będzina, gdzie dołączył się do mnie Rafał (kuzyn). Przy wyjeździe od niego troszkę się zakręciliśmy i pojechaliśmy w złą stronę, jednak zaraz dokonaliśmy poprawki i ruszyliśmy ścieżką rowerową na Pogorię. Z Pogorii ruszyliśmy w kierunku Huty Katowice by jak najszybciej dostać się do Niegowonic i Ogrodzieńca. Pierwsze wzniesienia nie były takie tragiczne, na górę w Niegowonicach wyjechałem szybciej niż jeszcze dwa miesiące wcześniej. Chwilka przerwy na uzupełnienie płynów w organizmie i jazda w dół do Ogrodzieńca.
Właśnie tutaj, w Ogrodzieńcu popełniliśmy nasz największy błąd nawigacyjny, zamiast skierować się do Pilicy, my ruszyliśmy do Klucz nadkładając dobre 20 kilometrów. Na odcinku do Klucz czekało nas spore wzniesienie, jednak nie rekordowe tego dnia. Tempo nie było złe, ponieważ już w okolicach godziny ósmej byliśmy w pierwszym punkcie przełomowym naszej wyprawy. Teraz droga wiodła już właściwie tylko w górę. Do Wolbromia dojechaliśmy drogą przez Jaroszowiec i Bydlin, gdzie zaliczyliśmy jeden dość szybki zjazd. Na Wolbromskim rynku zrobiliśmy krótką przerwę na posiłek i pojechaliśmy dalej do Miechowa. Słońce zaczynało dawać o sobie znać, jednak nasze tempo nie malało i odcinek 21 kilometrów pokonaliśmy w czasie troszkę ponad godzinę. W Miechowie na rynku kolejna, ostatnia tego dnia przerwa w podróży. Krótka regeneracja sił i w drogę. Chcąc ominąć DK7 ruszyliśmy w kierunku Tunelu, by dalej skręcić do Rzędowic i pokonać najdłuższy i najbardziej stromy podjazd podczas całej wyprawy. Warto jednak było, ponieważ późniejszy zjazd zaowocował moim rekordem prędkości na Kandsie - 60 km/h, Rafał jechał szybciej, większe i cieńsze koła mają w takich przypadkach zdecydowaną zaletę i przewagę nad szerokimi 26". Pozostały nam ostatnie kilometry do celu. Książ Wielki zdobyty po przejechaniu 119 kilometrów, przed nami pozostało jeszcze tylko pięć na działkę rodziców. Po południu przyjechała do nas jeszcze moja żona i teściowa.
Podsumowanie dnia:
Dystans: 124,65 km
Czas: 6,5 h
Pod górę: 1400 m
W dół: 1000 m
Różnica wysokości: 300 m



Sobota (16.08.2014)
Pobudka nastąpiła później, bo o godzinie 9.00. Zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i o 10.00 po przeanalizowaniu pogody zaopatrzeni w peleryny wyruszyliśmy w drogę powrotną, dość mocno modyfikując trasę przejazdu. Z Książa Wielkiego ruszyliśmy do Kozłowa. Po chwili dopadła nas ulewa i musieliśmy założyć peleryny, które zdjęliśmy dopiero w Kozłowie. Naszym kolejnym celem był Żarnowiec który osiągnęliśmy po 1h 20 minutach i 26 przejechanych kilometrach. Za 14 kilometrów zaplanowaliśmy przerwę, czyli na rynku w Wolbromiu. Po drodze, ok. 3 km przed Wolbromiem dołączył się do nas kolega który zmierzał do Krakowa, którego serdecznie stąd pozdrawiam i mam nadzieję że cel osiągnął. Dopadł nas kolejny deszcz który towarzyszył nam aż do Bydlina. Dopiero tutaj mogliśmy zdjąć peleryny założone w Wolbromiu. Tempo było znakomite. klucze osiągnęliśmy po trzech godzinach jazdy i 57 kilometrach. Tym razem pojechaliśmy na Bolesławiec by uniknąć jurajskich wzniesień. Niestety drogi nie są przewidziane do turystyki rowerowej i od Bolesławca do Dąbrowy Górniczej musieliśmy pokonać drogami równoległymi do trasy, poboczami i tym podobnymi cudami. Dopiero w Dąbrowie Górniczej zjechaliśmy na zwykłe drogi. Przed nami było jeszcze 21 kilometrów, sporo pod delikatne górki. Na lokalnych drogach cisza i spokój. Do Będzina dojechaliśmy po 5h 30 minutach, a ja w domu znalazłem się pół godziny później.
Podsumowanie dnia:
Dystans: 101 km
Czas: 6h
Pod górę: 1500 m
W dół: 1379 m
Różnica wysokości: 300 m


Podsumowanie wyjazdu:
Dystans: 226,57
Czas: 12,5h
Pod górę: 2900m
W dół: 2379 m

Wnioski na przyszłość:
1) Mapy - w domu dokładnie przejrzeć, a następnie zabrać te które najlepiej obejmują rejon w którym będziemy się znajdować
2)Bagaże - plecaki są wygodne, jednak gdy do przejechania mamy po 100 km dziennie warto mieć chociażby bagażnik do którego możemy przypiąć plecak by nie wieźć go na plecach.
3)Peleryny przeciwdeszczowe - jedna z podstawowych rzeczy do spakowania
4)Powerbank - zapasowe źródło energii do telefonu. W przyszłości wyposażę się w tego typu sprzęt, oraz dodatkowo najzwyklejszy w świecie telefon komórkowy.

Jeżeli chodzi o ten wyjazd to wszystko już napisałem, niestety z powodu aparatu nie ma zdjęć. W przyszłości będę wyposażony w kamerę sportową, więc będą zarówno zdjęcia, jak i filmy. Plan na kolejny dłuższy wyjazd rowerowy już też jest, ale chwilowo nic o nim nie napiszę, ponieważ pozostał do niego teoretycznie rok. Siły zregenerowane, czas zająć się KoRNO.